Moje Wędkarstwo karpiowe - od tego wszystko się zaczęło

2010-07-27 21:37


 

Wędkarstwo zakorzenione we mnie było gdy byłem małym dzieckiem, często podziwiałem przywożone przez mego tatę do domu ryby które następnie mama przyrządzała po kryjomu przede mną chcąc uniknąć mej reakcji na odbieranie tym rybom życia, ponieważ jako mały chłopiec całkowicie tego nie rozumiałem. W wieku mniej więcej 8 lat rozpocząłem uprawianie wędkarstwa, wraz z moim tatą który pomimo że zapracowany to jednak odnajdywał chwilę czasu wyruszaliśmy na sobotnie lub niedzielne wędkowanie. Trwało to do momentu kiedy to już nie mogłem być już pod płaszczykiem ochronnym mojego taty. Mam tu na myśli uprawnienia z tym związane, kiedy przyszło do wyrobienia karty wędkarskiej zawiesiłem to hobby na haku.
Mijały lata, szkoła a następnie pracą oraz szerokie kontakty towarzyskie głownie z płcią przeciwną pozbawiały mnie tęsknoty a nawet myślenia o wędkarstwie. Kolei mego losu było wiele i nie dałoby się tego opisać w kilku zdaniach, fakt bezsporny jest taki że w roku 1990 uległem wypadkowi na motocyklu i do dziś mam bezwład lewej ręki. Mimo to poznałem śliczną i miłą kobietę z którą tworzymy rodzinę. Lata mijały na wychowywaniu dzieci, pracy i innych obowiązkach związanych z domem, życie stało się szare i monotonne. Wiedziałem że potrzebuje jakiejś odmiany tego czegoś co było by wymiernym uzupełnieniem mojego jak do tej pory życia bez barw. Do mojej głowy powrócił pomysł WĘDKARTSTO tylko jak to teraz zrobić? Nie poddając się jednak wciąż wymyślając nowe możliwości a poniekąd pozostając przy już raz wymyślonych uprawiałem oraz propagowałem tego typu hobby.
Nie byłem jednak pozytywnie odbierany przez okolicznych wędkarzy, nie stanowiłem żadnego nawet potencjalnego autorytetu ot po prostu przyszedł sobie chłopaczek i łowi płotki trzymając wędzisko w kolanach.
Zapomnieli tylko że to było moje wędzisko w moich kolanach i moja płoteczka na haczyku która sprawiała mi dużo radości, tak wyglądało moje wędkarstwo przez długie 12 lat traktowane jako ucieczka przed złym otaczającym mnie światem przed problemami których nie potrafiłem rozwiązać, jednak wędkarstwo moje nie było poparte większymi sukcesami a przecież o tę odmianę głównie chodziło. Pewnego dnia kiedy przebywałem nad pewnym łowiskiem czekając na mojego potwora tzn jakiegoś karasia, spotkałem pewnego chłopaka który jak się okazało specjalizuje się w połowach karpia, moment w którym wyciągnął już trzeciego z kolei kolosa był na tyle mną wstrząsający że musiałem podejść by choć chwilę z nim porozmawiać, żeby zobaczyć co on takiego robi że poławia takie duże karpie. Rozmowa nasza nie miała końca w której to zagadnięty człowiek oznajmiał mi co do czego służy, jak wyglądają przypony, jakich używa haków, przynęt w między czasie wyjmując kolejnego karpia. Miałem okazję zobaczyć piękne i gwałtowne brania i niesamowite odjazdy tych ryb.

Pokazał mi ten chłopak jak obchodzi się z rybami, w jakim celu polewa je wodą oraz dlaczego trzyma je na macie.  Nie powiem ale tego dnia byłem tak nabity wiedzą, że połowy uzyskanych informacji fizycznie nie pamiętałem, zrodziła się natomiast jedna myśl, CHCĘ ŁOWIĆ TAKIE RYBY!
Postanowiłem w podobny sposób jak wspomniany Kolega przygotować swój wędki zakupione jeszcze w latach 90”(chińskiej produkcji), zakupiłem grubsza żyłkę 0,30mm, bombki styropianowe dociążone oliwką 25gr (ala hanger), rurki antysplątaniowe, haczyki rozmiar 4, kawałek plecionki na przypony i wszystkie inne drobiazgi potrzebne do rozpoczęcia przygody z karpiem. Tak przygotowane dwa kije uzbrojone w haki na których dyndały pierwsze zakupione kulki zarzuciłem do wody.  Zapewne nie uwierzycie lecz pomimo tego że kolega zabierał mnie na akwen prywatny, głównie po to aby nie zahamować we mnie entuzjazmu który mógłby nastąpić na dzikiej wodzie przez co najmniej kilka zasiadek nie miałem nawet jednego podciągnięcia hangera.

Wściekałem się niesamowicie ponieważ kiedy ja zachodziłem w głowę co może być tego przyczyną i zadawałem Koledze tysiące pytań, on spokojnie wyciągał  kolejnego swojego karpika. Pierwszy większy karp którego udało mi się ucapić był złowiony na spławik, pierwszy raz w życiu miałem taką jazdę nie bardzo wiedziałem co i jak mam robić, na całe szczęście był obok mnie kolega i udzielał instrukcji. Wtedy już wiedziałem że trzymając wędzisko w kolanach nie poradzę sobię z większymi od niego braćmi.

Rozpoczęło się wymyślanie czegoś co trzymało by mi wędzisko karpiowe w okolicach brzucha, na całe szczęście że są w sprzedaży pasy do połowów morskich którego właśnie nabyłem. Następne pozostało udoskonalić metodę trzymania wędziska ku górze, to zadanie przejęła smycz np. do kluczy. Patent ten okazał się rewolucją w moim wędkarskim życiu, moje wędkowanie nabrało innego dźwięku innych kolorów to jest coś co daje mi wolności i swobodę w działaniu, czuję się teraz naprawdę równowartościowym wędkarzem na równi z innymi. To jakże proste urządzenie wyprodukowane z myślą o wędkarstwie o holowaniu dużych morskich okazów tak bardzo przydało się właśnie mnie.

 

Pomyśleć, jak bardzo mogłoby się przydać innym ludziom którzy posiadają tylko jedną rękę a nie wyobrażają sobie wędkowania w sytuacji w jakiej obecnie się znajdują.
Po wspomnianych nieudanych próbach połowu z gruntu, udoskonaliłem swoje zestawy, zmieniłem przypony i haki ustaliłem odpowiednią długość włosa, rozpocząłem od pierwszych wyholowanych karpi których niestety nie mam sfotografowanych, kolejny i kolejny karp znajdował się na moim koncie. Nakręcony do granic możliwości rozpocząłem od inwestowania w sprzęt, zakupiłem dwa wędziska karpiowe, sygnalizatory, podświetlane hangery i wiele innych drobiazgów bez których nie byłoby możliwe samodzielne łowienie.

Wydatków jak się okazało było co nie miara więc akcesoria wybierane z głową i rozwagą, pasmo wydawania pieniędzy trwa zresztą do dnia dzisiejszego ale niestety jest to nierozłączny element naszego hobby.

Obecnie jest to trzeci rok mojej przygody z karpiami, który jest już o wiele lepszy niż lata poprzednie. Dziś też inaczej patrzę na ryby, posiadam bardziej trzeźwy umysł który pozwala mi na dokonywania właściwych wyborów.

Nauczyłem się jak szanować rybę, jak się z nią obchodzić aby zadać jej jak najmniej cierpień, nauczyłem się czerpać od nich piękno i magiczną energię.

 

 

 

Być może opowieść moją przeczyta ktoś komu takie właśnie takie rozwiązanie otworzy drogę do szeroko pojętego wędkarstwa.

Pozdrawiam

Norbert Stolarczyk

norbiko1

 

 

Tematy do dyskusji: Moje Wędkarstwo Karpiowe

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wstaw nowy komentarz